Od dwudziestu lat zanika przestrzeń publiczna miasta. Stopniowo sprzedawane są dotychczas nasze – nasze wspólne – parcele, place i skwery. Powstają na nich prywatne osiedla mieszkaniowe ogrodzone wysokim płotem, pilnowane przez ochroniarzy. Budowane są biurowce, ochraniane przez strażników. Place zamieniane są w płatne parkingi dostępne wybranym. Nawet skwery są grodzone. Wszystko to rozbija społeczność miasta. Nie powstają w to miejsce małe wspólnoty mieszkańców strzeżonych osiedli, pracowników biur, właścicieli samochodów czy spacerowiczów.

Do tej pory mówiłem o ograniczaniu terytorium przestrzeni publicznej. Teraz chcę powiedzieć więcej o przestrzeni informacyjnej. Przed 30 laty reklama w przestrzeni miasta pojawiała się incydentalnie. W zasadzie ograniczała się do szyldów sklepów, które mieściły się w danym budynku. Teraz wielko powierzchniowe bilbordy reklamowe idą w zawody w zdobywaniu naszej uwagi z małymi reklamami świetlnymi na budynkach, na przystankach komunikacji miejskiej czy wewnątrz pojazdów transportu publicznego. Do szczególnie natrętnych form agresji informacji zaliczam reklamy malowane na trotuarze czy na podłodze metra. Nie potrafię bowiem od nich odwrócić oczu.

W podstawowej swojej części informacje te mają charakter komercyjny. Skierowane są od prywatnych korporacji do konsumentów. Mają za zadanie docierać do każdej osoby bezpośrednio, z pomijaniem wspólnotowego charakteru społeczeństwa ludzkiego. Nawet te, przygotowane w okresie kampanii wyborczej, nie odwołują się do argumentów społecznych w programie kandydata. Prezentacja kandydata odbywa się na podobnej zasadzie co luksusowego proszku do prania czyli w teorii dotyczy działania a w praktyce jego zewnętrznej postaci – opakowania ;-) .

Dodatkowo w Warszawie, nawet podczas wyborów samorządowych, kandydaci prezentowani na bilbordach znani są wszystkim z telewizji i kojarzeni są ze sferą państwa a nie społeczności miasta. W Warszawie nie istnieje w praktyce informacyjna przestrzeń publiczna wspólnoty lokalnej. Chodzi mi o informację niekomercyjną. Skierowaną od Warszawiaków do Warszawiaków. Czasami pojawiają się ogłoszenia spółdzielni mieszkaniowych, skierowanych do swoich członków.

Bez przepływu informacji nie jest możliwe kształtowanie wspólnoty. Jeżeli zgodzimy się, że społeczeństwo obywatelskie musi opierać się na społecznościach lokalnych to musimy zbudować środki techniczne niekomercyjnej informacji publicznej. Oczekiwałbym dwu rzeczy: • budowy sieci ogólnodostępnych miejsc ogłoszeniowych, • stworzenia materialnych ułatwień do publikacji informacji lokalnych. Jeśli chodzi o sieć tablic ogłoszeniowych to oczekuję na wsparcie inicjatywy przez Urzędy Dzielnic miasta Warszawy. Należy wytypować budynki należące do miasta, nieogrodzone, leżące przy głównych ulicach i zamontować na nich drewniane tablice o powierzchni minimum A0. Jeśli w danej dzielnicy municypalne zasoby lokalowe są zbyt ubogie to należy zbudować specjalnie oznakowane słupy ogłoszeniowe. Na nich mieszkańcy mogliby umieszczać ogłoszenia typu: podejmę pracę opiekunki do dziecka, sprzedam używany wózek dziecięcy lub zaginął pies. Z takich miejsc ogłoszeniowych mogłyby skorzystać także organizacje sektora pozarządowego: samorządowe, ekologiczne, kobiece, lokatorskie, wykluczanych mniejszości czy organizujące czas wolny. Chodzi o możliwość powiadamiania o ich inicjatywach i o imprezach przez nie organizowanych. Potrzebne jest też miejsce na prezentację programu organizacji, który często jest pomijany w mediach głównego nurtu. Właśnie ta różnorodność ideowa jest podstawą budowania więzi obywatelskich w najbliższym sąsiedztwie. Te więzi umożliwią zbudowanie sieci organizacji pozarządowych, które wzmocnią społeczeństwo. Odnosi się to zarówno do budowania społeczności miasta jak i społeczeństwa obywatelskiego. Ujednolicanie postaw społecznych poprzez spłyconą informację amorfizuje społeczeństwo.

Sama sieć tablic to nie wszystko. Potrzebne jest materialne wsparcie przygotowania drukowanych materiałów ogłoszeniowych i popularyzatorskich organizacji. Jedna czy dwie kolorowe kopiarki powielające w dużym formacie byłyby wystarczające w Warszawie. To naprawdę nie są duże pieniądze. Skąd je wziąć? Pieniądze na sieć tablic ogłoszeniowych i na kopiarki dostępne organizacjom pozarządowym i sąsiedzkim należy wziąć z odpisów na reklamę komercyjną. Obecnie na opakowaniach papierosów 1/7 powierzchni musi być poświęcona na propagowanie idei przeciwnej do zachęty do konsumpcji tytoniu, podobnie na wyrobach alkoholowych. Tak samo 1/7 powierzchni bilbordu poświęconego na reklamę mięsa w supermarkecie powinno się zostawić do zagospodarowania organizacji wegetariańskich. Tak samo 1/7 powierzchni reklamy mebli należy dać stowarzyszeniu działającemu na rzecz ochrony lasów przed wycinką. Tak samo 1/7 powierzchni reklamy samochodu trzeba dać zwolennikom rozwoju komunikacji zbiorowej. Jeżeli nie uda się wyegzekwować umieszczania idei społecznych na konkretnym bilbordzie to pozostawmy odpisy pozwalające na propagowanie idei niekomercyjnych a właściwie nawet antykonsumpcyjnych. Moim zdaniem wyjdzie to społeczeństwu na zdrowie. Oddali dzień wyczerpania zasobów naturalnych i nieco ograniczy konsumpcję indywidualną jako cel sam w sobie.