Z Rafałem Zieleniewskim, działaczem społecznym i lokatorski kandydatem nr 7 w okręgu nr 19 (Warszawa) z list Polskiej Partii Pracy rozmawiał red. portalu Władza Rad

WR: Ludzie są zniechęceni do polityki, a Ty kandydujesz w wyborach z list lewicowej partii, Polskiej Partii Pracy, a jednocześnie jesteś członkiem organizacji Lewicowa Alternatywa, która określa się jako anarchistyczna. To wygląda nieco dziwnie, bo jak wiadomo anarchiści są sceptyczni wobec wszelkich rządów i opowiadają się raczej za samorządnością niż za wyborami. Ostatnio organizują raczej akcje przeciwko wyborom niż za poparciem konkretnych kandydatów. Rafał Zieleniewski: W tym pytaniu jest kilka wątków, które trzeba rozwinąć. Przede wszystkim ja też jestem zniechęcony sytuacja polityczną w Polsce. Moje obserwacje i poglądy są raczej radykalne w tym względzie. Niewątpliwie cała sfera działań politycznych zarówno w trakcie wyborów jak i działań podejmowanych przez już wybrane władze nadaje się do rewizji. I nie odbiegam w tym krytycyzmie od większości obywateli w Polsce. Tu trzeba odróżnić dwie rzeczy. Czy zdecydowałem się brać udział w kampanii wyborczej, czy kandydować? Wiem, że nie zostanę wybrany. To nie jest ta taktyka. Nie oczekuję innych skutków mojej działalności niż propagandowe. Propaguję te idee, te postulaty, które codziennie realizuję w swoich organizacjach, jest tutaj stowarzyszenie Lewicowa Alternatywa, jest tutaj Polska Unia Lokatorów, jestem członkiem Rady Nadzorczej Spółdzielni Mieszkaniowej „Strop”, jest wreszcie Powiatowa Rada Zatrudnienia m. st. Warszawy. I to doświadczenie chce przełożyć na hasła polityczne, wyborcze. Z tymi przekonaniami, które mam, również anarchistycznymi, które niekoniecznie głoszę na co dzień, chcę dotrzeć do ludzi. I to jest ta praca, której się podejmuję. Nie jest to praca polityczna. Owszem, ona przekłada się w jakimś stopniu na wynik wyborczy Polskiej Partii Pracy, ale to jest tylko interes polegający na tym, ze otrzymałem od PPP możliwość propagowania swoich informacji. Moje poparcie dla PPP oczywiście istnieje w zakresie lewicowego programu ekonomicznego, który oni głoszą.

WR: Zdecydowałeś się kandydować i kandydujesz z list PPP. Jest to partia, która nie jest w jakiś sposób zauważalna dla przeciętnego Polaka i dodatkowo nawet na lewicy ma swoich przeciwników. Jak uzasadnisz decyzje, dlaczego akurat PPP? RZ: Nie ma innego wyboru dla człowieka lewicy. Jest to jedyna partia uczestnicząca w wyborach, która ma lewicowy program. Wszem, są inne partie lewicowe z nazwy albo lewicowe w programie, ale one nie uczestniczące w wyborach. I myślę, że tu nie ma alternatywy, nie ma innego wyboru. Można oczywiście podjąć próbę bojkotu wyborów i jest to w jakiś sposób uzasadnione bezsensem samej procedury uczestnictwa w wyborach. Ale uznałem, że sprawa przedstawienia swoich poglądów szerszemu ogółowi mieszkańców jest ważna i warta działania. Chcę podkreślić, że sam bojkot wyborów, czy to czynny, czy bierny, a głównie mówię o czynnym jako o tym, który popieram, czyli przedarcie karty wyborczej czy skreślenie wszystkich kandydatów, jest też sposobem wyrażenia sprzeciwu. Wbrew pozorom, chociaż PPP uczestniczy w wyborach to jest alternatywą dla systemu. Może nie wyborczego, ale gospodarczego. Jedynie PPP popiera mniej lub bardziej socjalistyczna Polskę. Jest to jedyna antysystemowa gospodarczo partia. Owszem, jest partią akceptującą porządek prawny i wyborczy Rzeczypospolitej Polskiej, ale dla mnie działania gospodarcze, te które stanowią o bazie, są ważniejsze niż te, które dzieją się w sferze nadbudowy. Bo za bazą pójdzie nadbudowa.

WR: Kolejne, trzecie pytanie. Już mówiłeś, ze istotne są dla ciebie kwestie gospodarcze. Jakie elementy w programie są szczególnie ważne? RZ: Tutaj bym chciał poruszyć dwie sprawy, a właściwie trzy. Po pierwsze katastrofalne zadłużenie Polski. W ciągu tych czterech lat rocznie zadłużenie Polski rosło w tym samym tempie, co przez dziesięć lat epoki gierkowskiej. Natomiast, w przeciwieństwie do Gierka nie tylko nie kupujemy nic, ale wyprzedajemy majątek narodowy. Tylko dzięki temu Platforma Obywatelska kupowała czas i słupki poparcia wyborców. To oczywiście w jakiś sposób przyniesie skutek w tych wyborach i uda im się odnowić kadencję. Ale nie ma innej oceny dla tego rządu, jak nazwanie jego działalności sprzeczną z interesami Polski. To będzie się ciągnęło jeszcze z nami przez długie pokolenia. Skąd to olbrzymie zadłużenie? Nie tylko z życia ponad stan, przede wszystkim z wydajności pracy. Jak mówimy „wydajność pracy” to myślimy o robotniku, który chodzi wokół maszyny. I rzeczywiście, teraz chodzi dwa razy szybciej niż przed 1989 roku. Za socjalizmu chodzili wolniej, a teraz „wydajność” rzekomo wzrosła. Ale tylko „wydajność” w miejscu pracy. Jest też wydajność pracy mierzona w skali całego państwa. Miarą tej wydajności są całe branże. Jeżeli zamieniliśmy wytwórnie aut w montownie, w której składa się samochody z gotowych części przywożonych z zagranicy, to zlikwidowaliśmy cały wkład intelektualny. I mimo, że robotnicy gonią dwa razy szybciej, to mają mniejszą społeczną wydajność pracy mierzoną w skali całego państwa niż przedtem. Po 1989 zlikwidowano te branże, które świadczyły o naszej wyjątkowości, nadawały polskiego charakteru eksportowanym towarów. Pozostał nam tylko montaż, tak jak to robią inne kraje Trzeciego Świata i niskimi płacami usiłują wygrać konkurencję na rynkach międzynarodowych. System kapitalistyczny nie sprawdził się jako całość. III RP jest mniej wydajna ekonomicznie niż Polska socjalistyczna. Nie widać tego na pierwszy rzut oka, ale okazuje się to po analizie polskiego bilansu. Kapitał zagraniczny nie inwestuje w Polsce aby przynieść Polsce dobrobyt, ale żeby wycofać pieniądze. I to się bardzo łatwo robi – kupuje się podzespoły po wyższej cenie w innej fabryce koncernu-matki, płaci się za franszyzę i inne czynności, których nie jest w stanie skontrolować urzędnik w urzędzie skarbowym. I tutaj Polska traci. Dlatego też obrona własnego, polskiego przemysłu, to co robi m. in. WZZ „Sierpień 80”, to podstawa. Inną rzeczą, na którą chciałbym zwrócić uwagę, jest rozróżnienie pomiędzy PKB a spożyciem czyli sumą wszystkich wynagrodzeń, tym co dysponują ludzie. PKB wzrasta a spożycie spada. Ten system nie jest w stanie obdzielić ludzi którzy pracują. Polska po 1989 roku zmierza w tym kierunku co Stany Zjednoczone. W tej chwili w USA 45 milionów ludzi niedojada i musi korzystać z bonów żywieniowych, w tym arcybogatym kraju. Polska idzie tą samą drogą. Tylko inna gospodarka, oparta na planowaniu i współpracy, jest w stanie przynieść dobrobyt. Kapitalizm oparty na konkurencji i wolnym rynku sypie się, czego dowodem jest m. in. dofinansowywanie banków. Wprowadzenie socjalizmu może odbywać się na wielu płaszczyznach – centralnej – poprzez planowanie gospodarcze, a także na szczeblu zakładu przez nadzór załóg pracowniczych nad poczynaniami prezesa. Samorząd gospodarczy, czyli rady pracowników wsparte przez związki zawodowe są konieczne. W kapitalizmie brakuje bezpośredniej demokracji przedstawicielskiej, nie tyle na szczeblu miasta, co w sferze wytwórczości. Program PPP zawsze popierał samorządność pracownicą, związki zawodowe i ja też za tym modelem się opowiadam.

WR: Pytanie o Twoją wizję przyszłej Polski RZ: Jest ona diametralnie różna od tego co widzimy. Nie jest to w żadnym wypadku powrót do stanu sprzed 1989 roku. Rodzą się pewne ruchy masowe, oddolne, takie jak protesty uliczne czy blokada 11 listopada która zebrała kilka tysięcy osób. I one będą się potęgowały, być może wzorem ruchu „oburzonych” w Hiszpanii. Zaraz po wyborach dojdzie do podwyższenia podatków i innych opłat. Grozi nam podatek katastralny od nieruchomości. Wskutek wysokiego deficytu budżetowego Komisja Europejska może nałożyć na nas karę polegającą na zablokowaniu funduszy strukturalnych czyli pomocowych. Nastąpi przykręcenie kurka z kasą z Unii i będziemy musieli obniżyć naszą stopę życiową. I wtedy zaczną się strajki, demonstracje. Mam nadzieję, że wyklaruje to jakiś oddolny ruch społeczny i będzie kierował on Polskę w stronę demokracji pracowniczej. I będę w tym uczestniczył.