W Warszawie zaznacza się proces nieoglądany do tej pory. Budynki w centrum miasta przejmują sądownie prawdziwi lub fałszywie udokumentowani spadkobiercy przedwojennych właścicieli. Na podstawie przedwojennego prawa własności do terenu przejmują i teren i odbudowany zaraz po wojnie budynek. Następnie odsprzedają go firmom eksploatacyjnym.

Nowi właściciele, po ułożeniu biznesplanu, zaczynają od próby zamiany charakteru budynku z mieszkaniowego na biurowy. Próby, bo na przeszkodzie stoją lokatorzy budynku, często w którymś pokoleniu. Zdarzają się działania podstępne: odcinanie wody, odcinanie ogrzewania w zimie, dewastacja klatki schodowej. Nagminne jest podnoszenie czynszu do absurdalnej wysokości, aby tylko zadłużyć lokatorów, eksmitować ich na bruk, wyremontować budynek i zacząć zarabiać. Niech Wam się nie zdaje, że nie ma eksmisji na bruk. Jest w nowej postaci, o wiele bardziej niewinnie brzmiącej nazwie. Jest to eksmisja do lokalu zastępczego, który nie musi stać się własnością lokatora, np. do hotelu. A po kilku miesiącach wystarczy przestać płacić za pokój i lokator sam się wynosi na bruk.

Więc budujmy nowoczesne centrum pamiętając o ludziach. Bo zamierzona rewitalizacja kwartału miasta nie może być osiągnięta krzywdą ludzką. Jeśli miasto zamierza sprzedać bądź oddać budynek, który zamieszkują lokatorzy, to niech zadba o lokatorów. Niech ofiaruje lokatorom możliwość zamieszkania w innym budynku, też w zasobach komunalnych. Zbytnio bowiem sprzedaż kamienicy z lokatorami przypomina sprzedaż ludzi na XVII wiecznym targu niewolników. Skutki są podobne: krzywda materialna, płacz i skazanie na poniewierkę. Często wobec bezradnych, starszych ludzi.